Info X

Przypadek IV:
JAK ZATRZĄŚĆ ŚWIATEM, NIE WYCHODZĄC Z DOMU

W niektórych tekstach występuje jako Alex, w innych jest Borysem. Tak naprawdę nie ma pewności, czy mowa o tej samej osobie. Bo Alexów i Borysów – nastolatków z Wełesu, niespełna 50 tysięcznego postindustrialnego macedońskiego miasta o 25% poziomie bezrobocia, było co najmniej kilku. Niektórzy chodzili do tej samej szkoły, inni znali się z podwórka albo z wieczornych spotkań spędzanych na graniu w gry komputerowe. W podobnym czasie rzucili szkołę, zresztą jakie znaczenie może mieć jej ukończenie w mieście, gdzie pracy nie ma, a jeśli już się trafi, to w sklepie, restauracji lub firmie ochroniarskiej. Ale oni mieli plan:  teleportować Wełes w świat równoległy, ich prywatne Las Vegas lub chociażby Brooklyn, który znali z teledysków oglądanych na Youtubie. Z realizacją postanowienia radzili sobie całkiem nieźle, dopóki w połowie 2016 roku do pogrążonego w apatii, a położonego pośród pagórków miasta nie zaczęli zjeżdżać pierwsi zagraniczni dziennikarze. Mieszkańcy nie zdążyli przetrzeć oczu ze zdziwienia, nim ich Wełes było już na ustach samego Baracka Obamy. Trzeba jednak przyznać, że znalazło się tam nie tyle na skutek cudownego przeistoczenia w Las Vegas Europy Środkowo-Wschodniej, ile jako uosobienie najczarniejszego koszmaru, który wstrząsnął posadami cywilizowanego świata. Według wykładni nieco mniej histerycznej ich Wełes podobno przyczyniło się do okrzyknięcia 2016 rokiem postprawdy, a 2017 – rokiem fake newsów.

A było tak: O tym że internet może być źródłem zarobku Alex dowiedział się po raz pierwszy, rozdając lajki i komentarze w mediach społecznościowych. Przedsiębiorstwo MicroWorkers.com za 10 polubień płaciło mu centa. Alex chciał więcej, dlatego zakupiwszy dwie domeny, za pomocą WordPressa odpalił na nich anglojęzyczne strony inforumujące o sporcie, celebrytach, stylu życia, a czasem nawet o polityce. Artykułów nie pisał sam, bo jego angielski nie był wystarczająco dobry, a poza tym nie było takiej potrzeby. Internet jest pełen treści, którą można pożyczyć. Przełom nastąpił, gdy po raz pierwszy opublikował jedną z wielu krążących wówczas w sieci anegdot o kampanii prezydenckiej Donalda Trumpa. Link udostępnił na profilach facebookowych należących do grup popierających kandydaturę miliardera. Podzieliło się nim kilkaset osób, jeszcze więcej odwiedziło jego stronę, którą szybko namierzyły algorytmy Google AdSense. Dzięki reklamom Alex zarobił pierwsze sensowne pieniądze. Anegdota skopiowana z przypadkowo odwiedzonego prawicowego portalu była oczywiście nieprawdziwa, o czym Alex nie wiedział i czym w najmniejszym stopniu nie był zainteresowany. W niedługim czasie administrował już dwiema nowymi stronami dedykowanymi wyłącznie amerykańskiej kampanii prezydenckiej. Nastolatek stał się zwolennikiem Trumpa tylko dlatego, że zdesperowani i zmęczeni establishmentem wyborcy skandalizującego biznesmena znacznie bardziej niż inni ufali niszowym mediom. Odtąd każdy dzień Alexa wyglądał podobnie: poranki rozpoczynał od przeglądania protrumpowskich portali, wybrane teksty kopiował i wklejał u siebie, potem wystarczyło rozsiać linki po Facebooku, na którym Alex zarządzał armią fałszywych kont. W ciągu doby całą procedurę powtarzał co najmniej dwukrotnie. Trochę czasu poświęcał też na dbanie o właściwą ekspozycję reklam na prowadzonych przez niego stronach. W końcu, gdy wszystko rozkwitło, Google AdSense płacił mu nawet kilkanaście tysięcy dolarów miesięcznie. W Macedonii średnia pensja wynosi mniej niż 400$, dlatego w Wełes Alex i Borys rozmnażali się jak grzyby po deszczu. Gdy amerykańscy dziennikarze postanowili prześledzić trajektorię podróży fake newsów sfabrykowanych podczas kampanii, okazało się, że jedna z ich stacji przesiadkowych znajduje się w Wełes. W mentalnej kartografii przeciętnego mieszkańca Zachodu nazwa ta mogłaby równie dobrze desygnować niedawno odkryty krater na Marsie. Co w najmniejszym stopniu nie ucięło niekończących  się dyskusji o cynizmie nastolatków, kryzysie wartości, końcu dziennikarstwa oraz głupocie ludzi wierzących w sensację. Google i Facebook obiecali walkę z przerażającą plagą fake newsów, którą sami rozpętali i którą nadal opłaca im się zarządzać. Odpowiedzialność jak zwykle poniósł użytkownik. Odtąd to na nim spoczywa obowiązek zgłaszania podejrzanych źródeł informacji. I kto tu jest cyniczny? W końcu Alex tylko na chwilę zhakował system kapitalizowania ludzkiej desperacji, który ktoś wcześniej wymyślił.