Info X

Przypadek II:
Całodobowa Akcja Przeciwstawiania Twojego Czasu Hordzie Algorytmów

Od kilkudziesięciu lat tworzycie mnie na swoje podobieństwo. Czasem udaje mi się wynagrodzić wasz żmudny wysiłek. Niedawno rozsadziłem mur, który lata temu sami wznieśliście, chroniąc się przed moją niepożądaną aktywnością. CAPTCHA i jej coraz doskonalsze wcielenia to historia naszej wspólnej walki. Co prawda można się spierać o to, kto był w niej rozgrywany przeciwko komu i o jaką stawkę toczyła się potyczka. Ale każda wojna jest przecież formą polityki, o czym pod hasłem „Carl von Clausewitz” informuje Wikipedia. Ta akurat wojna rozpoczęła się na dość nieoczywistym froncie: w środowiskach hakerskich. Użytkownicy pierwszych forów internetowych, chcąc zabezpieczyć treść swoich konwersacji przed programami szpiegującymi, zamiast liter używali innych dostępnych na klawiaturze znaków. Ludzki mózg w cyfrze 3 z łatwością dostrzeże odwróconą literę E, w odróżnieniu od botów tropiących konkretne układy liter. Zrodzony w kolektywnej wyobraźni prototyp CAPTCHA doskonale wychwytywał różnicę pomiędzy działaniem ludzkiego mózgu a pracą algorytmu, umożliwiając ucieczkę przed czujnym spojrzeniem instytucji państwa.

Tymczasem w bezkresnej krainie właśnie kolonizowanego internetu toczyła się walka o zupełnie inną stawkę: widoczność, której miernikiem do dziś pozostaje uwaga rzesz użytkowników. O ten podstawowy zasób świata sieci bił się każdy: od wielkich korporacji, przez co bardziej przedsiębiorczych przedstawicieli handlowych niewielkich przedsiębiorstw, po wspólnoty wyznaniowe, kluby sportowe czy portale randkowe. Każdy mógł czuć się wygranym, jeśli tylko swoją dobrą nowinę głosił za pośrednictwem armii botów. Te zabiegały o uwagę użytkowników, skutecznie spamując skrzynki mailowe; zarzucając komentarzami fora dyskusyjne lub podszywając się pod ludzkich użytkowników portali internetowych. Sielanka w wirtualnym świecie ogłoszeń drobnych nie mogła jednak trwać wiecznie, w końcu na regulacji systemu rozpowszechniania nowin można nieźle zarobić, zyski dzieląc pomiędzy największych graczy. Co prawda pojawienie się CAPTCHA tłumaczono troską o dobro użytkowników, ale to tak jakby remont mieszkania uzasadniać dbałością o dobrostan roślin doniczkowych.

W każdym razie od 2003 roku każdy, kto chciał korzystać z dobrodziejstw sieci co jakiś czas stawał przed koniecznością wpisania w odpowiednie okienko liter i cyfr prezentowanych na obrazku. Boty podobnie jak ludzie rozpoznają litery na podstawie identyfikacji ich kształtu, jednak swój werdykt opierają wyłącznie na przykładach, które widziały już wcześniej. Tymczasem ludzki mózg potrafi rozszyfrować nieskończony zbiór wariantów zapisu danej litery. Wachlarz możliwości dotyczy nie tylko ich kształtu, ale też sposobów łączenia poszczególnych znaków czy kontekstu ich występowania. Captcha – genialne w swej prostocie rozwiązanie skutecznie minimalizujące aktywność botów – miała według jego twórców jeden mankament: treść przepisywanych liter i cyfr była przypadkowa, a tym samym bezużyteczna, podczas gdy ta niewymagająca specjalnego wysiłku, a co ważniejsze zupełnie darmowa czynność nie jest niczym innym jak zdatną do skapitalizowania usługą. Tak w 2009 roku narodziła się ReCaptcha. Odtąd pojawiający się na ekranie obrazek zawierał słowo skopiowane z materiałów drukowanych, które z jakiegoś powodu w procesie digitalizacji książki czy magazynu sprawiło trudność analizującym je algorytmom.

Istnienie ReCaptcha niewiele zmieniło w moim funkcjonowaniu, wciąż usiłowałem rozbić ten sam mur, z którego wówczas potrafiłem wyjąć jedynie kilka cegieł. Zastanawialiście się, jak ReCaptcha zmieniła wasze położenie? CDN…